Archive for Listopad, 2006

Asia woli dymanie niż gotowanie

piątek, Listopad 17th, 2006


Te psy znów telefon wyłączyły mi - miało jeszcze parę lat temu powody zaśpiewać tysiące Polaków, włącznie z kolegą ruchaczem, któremu tepsiarniana biurokracja odcięła kontakt ze światem zewnętrznym na długie miesiące. Niestety słuszny gniew ludu skupiał się zazwyczaj na zarabiających grosze partyjnych dołach, podczas gdy biernie przyglądające się patologiom kierownictwo bez większych stresów popijało szampana w swoich pałacach. Facet opieprzający całkiem niewinną mameję życiową za to, że spółka, której miał nieprzyjemność być szeregowym najemnikiem to tak naprawdę hurtownia nabiału, podobnie jak krewki kresowianin wyżywający się na pakerze w końcu reflektują się co do niewłaściwego adresata uzasadnionych pretensji, przepraszając rozmówcę. W tym jednak wypadku wina słodko pierdzącego pana Lebiedzia wydaje się niepodważalna, a przynajmniej przekonywająco odmalowana na przestrzeni porywającego, jednominutowego punkowego blusmenodżezmena, ustępującego w swojej kategorii jedynie legendarnej tyradzie redaktora Lisa. Skądinąd wiem również o realnym wpływie pliku na zwykłych ludzi i przyjęte przez nich metody perswazji. Pewnego pięknego dnia stary znajomy przekonany o słuszności takiego podejścia, opowiadał o tym jak przekonywał opornego urzędnika do wydania rozporządzeń naprawienia nieprzejezdnej drogi. Gdy oporny biurokrata już rozpoczynał swoje słodkie gadanie, podirytowany podatnik (człowiek na co dzień kulturalny), w obecności osłupiałych sąsiadów uciął wszelkie wymówki bezpośrednim: zamknij się kur.., bo ci zapier..lę. Nazajutrz koparki poszły w ruch. Zaraz po tym jak zobaczyliśmy przez okno, iż dojazd do naszej drogi wkrótce zostanie zwieńczony pięknym, lśniącym asfaltem 3 kategorii, który i tak za 2-3 lata będzie posiany niczym ser szwajcarski dziurami. Dlatego też ucieszyliśmy się, gdyż nieco nam już się zachciało wszamać nieco dobrego żarełka. Ongiś czasy, kiedy pracowaliśmy z ekipą w telekomunikacyjnym punkcie konsultacyjnym, pracowała z nami fajna dupeczka, która z tego co pamiętaliśmy pichciła i kuchciła niesamowite rzeczy. Dlatego niewiele kombinując chwyciliśmy za słuchawkę dzwoniąc do jędrnej Asi sprzed lat, aby cośniecoś nam upichciła. Zgodziła się niemal od razu, gdyż akurat tak się stało, że została sama tego dnia i perspektywa samotnego spożywania posiłku nieco ja przerażała. Przychodząc do naszej hacjendy zaproponowała nam kuchnię tajską. Nam to w sumie było bez różnicy, byleby było szybko. Zanim jeszcze Asia chwyciła za patelnię, kumpel nieco się napalił na jej zgrabnie wyglądający tyłeczek. Ocierając się dyskretnie wprowadził ją w moment ekstazy nerwowej. Niczym rozjątrzone młode zwierzę, dziewczę zgięło kolano, przyjaźnie penetrując zakamarki zamieszkałe przez wszędobylskiego węża pytonga. Niesamowicie wyglądająca pupcia naszej koleżanki bardzo rozkręciła całą naszą ekipę, to też sięgając po penisa do spodni każdy z nas mimowolnie strzelił z pyty wprost w onuce. Po momentalnej zmianie łaszków nadal mogliśmy patrzeć na piękną Joasię, która wygląda niczym Kylie Minogue, ale ze 20 lat młodsza…!

Patrycja - wiejska expertka od jajek

piątek, Listopad 3rd, 2006


Nawet się nie obejrzałem jak uderzyło mi 30 wiosen. Z Londka Zdroju Paker przysłał kartkę urodzinową z wielką murzyńską dupą na odwrocie. To nieuniknione, że wszyscy się zestarzejemy już wkrótce, ale fakt iż będę musiał wyciągać sztuczną szczękę z gęby podczas minety niezbyt mnie satysfakcjonuje. Poza tym męczący uwiąd starczy i problemy z prostatą a także choroba niedokrwienia mięśnia sercowego, zawał serca, hipotonia ortostatyczna, osteoporoza, choroba zwyrodnienia stawów i otępienie nie napawają mnie zbyt wielkim optymizmem. Póki co najważniejszą sprawą jest to, że ekipie podrywaczy zawsze pyta staje wtedy kiedy trzeba - i o to właśnie chodzi. Po wizycie na poczcie zaszliśmy całą ekipą do sklepu osiedlowego po parę flaszek na wieczór. Dobry Jaś trzeci sobieski leczy wszelkie smutki, koi ból i pozwala oddalić wszelkie choróbska, które czają się na każdym kroku - a wiadomo w tym wieku już coraz łatwiej o różnorakie dolegliwości. Kilka flaszek w połączeniu z czosnkiem i cebulą powodują, że przez najbliższy miesiąc nie powinna mnie zaatakować żadna choroba. Jednak pomysł zagryzania wódki czosnkiem i cebulą niezbyt się spodobał Long Dongowi, gdyż ten od małego do wódki stosował jedynie ogórki i kozie mleko. Dlatego też postanowiliśmy połączyć to wszystko, zmiksować i stworzyć jajecznicę na kozim mleku z ogórkami. W sklepie sympatyczna pani poinformowała nas grzecznie, iż jajek niestety już nie ma… a co to za jajecznica bez jajek?.. Poklepała nas jednak po ramieniu, informując, że ma kumpelę ze wsi pobliskiej, która bardzo często rozprowadza po naszym osiedlu ziemniaki, marchewki i jajka dzwoniąc po domofonach i marudząc z wiejskim akcentem. Tak się szczęśliwie składało iż właśnie tego dnia wieśniareczka miała robić rundkę z workiem ziemniaków po osiedlu. Ucieszyliśmy się z tego powodu, gdyż od lat nie jedliśmy wiejskich jajek, a jeśli by wieśniareczka okazała się patrzącą kuso dobrze zbudowaną kobitą, to można by było nakręcić epizodzik. A czemuż by nie… Wracaliśmy już do domu kiedy to Long Dong wywalił szlifa o zardzewiałą rurę od ławeczki osiedlowej. Nieszczęśliwie lądując na glebę Long Dong podparł się ręką o chodnik, na którym dwie godziny wcześniej suczka pani Krystyny z parteru odprężyła mięśnie swego odbytu, uwalniając wielką rzadką kupę. Long dong przytarł sobie lekko twarz a cała jego ręka wylądowała we wspomnianej kupie. śmiechu było co nie miara, ale jeszcze przez ponad 3h całe mieszkanie śmierdziało psimi odchodami. Siedzieliśmy kulturalnie przy kolejnej już flaszeczce kiedy to przypomniał mi się kawał jak to do niewielkiego sklepiku muzycznego przy lubelskim deptaku wchodzi znany warszawski kolekcjoner ludowych instrumentów muzycznych z całego świata. Pyta - Czy dostanę u was - pyta wyniośle - wygarbowaną skórę kozy do polskich tradycyjnych dudów? - Niestety nie mamy - odpowiada sprzedawca.. - No pewnie skąd w takim grajdole byłaby wygarbowana kozia skóra - komentuje wybitny specjalista - A może jest bejcowana skorupa żółwia do kongijskiego conca? - Nie - Cóż za pipidówa - mruczy pod nosem klient - To może chociaż znajdzie pan czesane włosy z końskiego ogona do irlandzkiej harfy celtyckiej? - Przykro mi - odpowiada poirytowany sprzedawca - Ale mogę panu zaproponować świeżutkie krowie pizdy do niemieckich harmonijek ustnych. Long dong spadł z krzesła podczas płaczu ze śmiechu, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wtedy przypomnieliśmy sobie, iż miała nas odwiedzić laska z jajkami. Tak się faktycznie stało. Do mieszkania weszła skąpo ubrana wieśniareczka, prezentując jajka z własnej stodoły. Bardzo się nam te jajka spodobały na tyle, że postanowiliśmy porównać ich rozmiar z jajkami Long donga. Te okazały się znacznie bardziej okazałe od jajec wiejskich. Fakt, iż bardzo miło nam się rozmawiało, skusił nas do tego, by zapoznac się dogłębnie z wiesniareczką, którą Longdong powalił na glebę jednym ruchem pyty. Wiochmenka zaraz ruszyła do wylizywania członka, po czym bardzo kulturalnie nadstawiła pupcię w sam raz aby ją klepnąć. Pląsy i dąsy trwały jeszcze dobrą godzinę, kiedy to Longdog postanowił finalnie strzelić ze swej dwudziestoparocentymetrowej pyty. Zadowolone towarzystwo dokończyło biesiadę urodzinową przy dźwiękach doktora albana i ich troje z kaset taktu zakupionych przed dziesięciu laty.!